Szpecące blizny

Temat tego artykułu brzmi strasznie, a jakże prawdziwie… przecież każda osoba, która ma do czynienia ze swoimi bliznami na ciele lub co gorsza na twarzy nie powie, że są piękne, że nie chciałaby się ich pozbyć.

Ale czy warto inwestować w zabiegi usuwania blizn , czy istnieją metody, które faktycznie je zredukują/usuną, czy można je w ogóle usunąć ?

No cóż…. na to pytanie nie będzie jednoznacznej odpowiedzi…ale zacznijmy od początku, czyli tak naprawdę od definicji „ czym jest blizna”?

Z definicji wynika, że jest to zmiana skórna będąca najczęściej wynikiem ubytku/uszkodzenia skóry właściwej. A więc idąc dalej tym tropem warstwy skóry, która to zawiera komórki o nazwie fibroblasty- zajmujące się produkcją włókien kolagenowych i elastynowych. Możemy więc pokusić się o stwierdzenie, że w takiej uszkodzonej tkance komórki te nie pracują, przez co jest ona ….martwa.

W literaturze znajdziemy też informacje, iż blizny mogą mieć charakter przerostowy, będą to tzw. keloidy (ilość tkanki łącznej jest większa, niż ilość tkanki zniszczonej urazem ) lub blizny zanikowe.

Gdybyśmy zapytali o keloidy chirurga plastyka, powiedziałby nam, że tendencję do keloidów można mieć lub nie (wiele zależy od pielęgnacji takiej blizny/uszkodzenia po wypadku czy operacji), powiedziałby nam też, że duży keloid można wyciąć, ale nie mamy wówczas pewności czy nie powstanie nowy:-/

Dlaczego nie możemy wszystkich blizn „wrzucić do jednego worka” i traktować ich tak samo?

Odpowiedź jest prosta. Każdy z nas jest inny. Każdy z nas ma inną grubość skóry, inną zdolność regeneracji i inne przyswajanie substancji aktywnych, a nawet pokusiłabym się tu napisać , że inną cierpliwość- doskonale wiemy, że są osoby, które po operacji będą dwa razy dziennie sukcesywnie masować blizny wg wskazań lekarza, stosować plastry silikonowe czy maści przyśpieszające regenerację tkanki, a będą też takie, którym żmudne masowanie i wcieranie preparatów znudzi się po tygodniu:-/

Dokładnie podobnie ma się sprawa, gdy przychodzimy do gabinetu kosmetologii estetycznej… są osoby, które dzwonią tuż po powstaniu blizny , z tzw. świeżą blizną, a są osoby, które przyjdą z wieloletnim bliznowcem.

Będą osoby cierpliwe, które będą stosować się do żmudnych zaleceń stosowania nieprzyjemnych preparatów jak i nie wystawiania takich miejsc na promieniowanie słoneczne (jedno z głównych przeciwwskazań przy kuracjach z bliznami czy rozstępami) a inni od razu po zabiegu wystawią swoje ciało na plażę, nie przejmując się gadaniną kosmetologa/lekarza.

No i oczywiście cierpliwość…przyzwyczajeni jesteśmy do reakcji „JUŻ”,”NOW”, „TERAZ”.

Niestety jak stwierdziłam na początku mojej wypowiedzi, najpierw musimy pobudzić naszą tkankę, zastymulować fibroblasty do produkcji nowego kolagenu i elastyny- a to wymaga czasu- procesów fizjologicznych w skórze nie da się przyśpieszyć.

A więc co obecny rynek kosmetologii i medycyny estetycznej może nam zaproponować w tym temacie?

I znów będę się powtarzać….wybór to kwestia indywidualna i powinien jej dokonać specjalista z branży kosmetologii estetycznej a nie my sami. Często warto poczekać i zastosować się do zaleceń a efekty mogą nas miło zaskoczyć.

Nie koniecznie jedna technika będzie najlepszym wyborem.

Osobiście często w mojej praktyce stosuję tzw.”techniki łączone”lub „naprzemienne” a więc łączenie różnych zabiegów na tej samej tkance w przestrzeni czasu.

Często też warto dać odpocząć skórze po serii zabiegów, by dać jej czas na regenerację.

Najczęstszymi środkami z wyboru do stosowania na blizny będą lasery frakcyjne i tu polecam laser frakcyjny nieablacyjny Emerge , dzięki temu, że nie mamy tu ablacji a więc typowego uszkodzenia tkanki (cały efekt zachodzi pod skórą), nie musimy ograniczać się tylko do tego zabiegu a więc możemy go połączyć już tego samego dnia np. z osoczem bogatopłytkowym, które ma świetne właściwości regeneracyjne i stymulujące.

Dzięki zastosowaniu lasera frakcyjnego nieablacyjnego pacjent nie jest wyłączony z życia codziennego a skóra zaczyna się mówiąc kolokwialnie zagęszczać- w praktyce- regenerować i odnawiać.

Innym zabiegiem wykorzystywanym do redukcji blizn jak i rozstępów będzie karboksyterapia, która będzie stymulować cały szereg procesów regeneracyjnych w naszym organizmie. Często chcąc zwizualizować działanie tego magicznego gazu jakim jest dwutlenek węgla- mówię, iż powoduje on powrót skóry do pierwotnego stanu.

Oczywiście nie dzieje się to samo z siebie, ale np.. dzięki procesowi angiogenezy pobudzamy krążenie, powstawanie nowych naczyń krwionośnych, przez co stymulujemy wzrost tkanki- powstawanie nowych włókien kolagenowych i elastynowych.

A czyż nie o to nam chodzi mówiąc o procesie redukowania blizn?

Zabiegiem, bez którego pełna regeneracja tkanki a więc proces odnowy skóry by nie zaszedł (nawet w zdrowej tkance) jest złuszczanie. I mam tu oczywiście stosowanie w gabinetach kosmetologii różne metody złuszczania skóry- oczywiście mówimy tu o złuszczaniu do górnych warstw skóry właściwej a nie tylko naskórka.

Dzięki temu zabiegowi mówiąc dosłownie spłycamy blizny, dzięki czemu są mniej widoczne ale też wszelkie zabiegi, które później zastosujemy dają lepsze rezultaty.

Złuszczenia takiego możemy dokonać za pomocą średnio głębokich peelingów chemicznych.

Do użytku domowego często stosujemy też preparaty, które będą działać złuszczająco czyli retinol, rezorcynę, czy silnie działające kwasy, ale też substancje rozjaśniające: kwas kojowy, fitowy, arbutynę, hydrochinion a także substancje pobudzające skórę do regeneracji,np. EGF- czynnik wzrostu komórkowego.

Wszystkie te substancje wolno nam stosować w kosmetykach zaleconych tylko pod okiem wykwalifikowanego specjalisty, nigdy na własną rękę!

Preparaty do użytku domowego same cudów nie zdziałają ale w połączeniu z terapią gabinetową na pewno zredukują, spłycą , zmniejszą widoczność blizn czy rozstępów.

Pamiętajmy, że możemy je zredukować nawet do 90%, kwestia jak bardzo zależna jest od czynników wymienionych wyżej w artykule.

No i oczywiście decyzja o ich redukcji powinna być podjęta na spokojnie, wybór gabinetu świadomy ,a my powinniśmy stosować do wszelkich zaleceń kosmetologa/lekarza prowadzącego naszą terapię.